Ruch

Zdarzyło się to w czasach, kiedy Wałęsa pracował jeszcze w POM-ie w Łochocinie, a Kuroń i Modzelewski odsiadywali wyrok za list otwarty do członków PZPR, w którym postulowali zastąpienie dyktatury Gomułki rządami rad robotniczych. W takich to czasach środkowego PRL, gdy wszelka myśl o zmianie istniejącego ustroju wydawała się szaleństwem, grupka ludzi rzuciła wyzwanie, tworząc konspiracyjną organizację o antykomunistycznej orientacji. „Mamy dość podnoszenia kłamstwa do rangi jedynej naukowej religii państwowej. Mamy dość traktowania nas jako narzędzi dobrych jedynie do pracy i jako przedmiotów ograbiania, oszukiwania i ogłupiania” – pisali w deklaracji programowej twórcy organizacji, która przeszła do historii Polski pod nazwą Ruch. Nazwą nadaną jej przez funkcjonariuszy SB, ponieważ jej twórcy byli na tyle ostrożni, że zrezygnowali nie tylko z jej nazywania, ale i tworzenia formalnej struktury organizacyjnej, co wcześniej doprowadziło do szybkiej dekonspiracji wielu innych działań opozycyjnych.Historię Ruchu przypomina wydany nakładem IPN tom dokumentów opracowanych i poprzedzonych wstępem przez Piotra Byszewskiego. Na pierwszy rzut oka jest to wydawnictwo dla specjalistów zainteresowanych dziejami opozycji politycznej w schyłkowym okresie rządów Gomułki. W rzeczywistości jednak publikacja ta stanowi punkt wyjścia do znacznie poważniejszych rozważań w takich budzących od lat kontrowersje kwestiach, jak zakres kontroli SB nad polskim społeczeństwem czy też wiarygodność dokumentów przez nią wytwarzanych.
Wnioski płynące z lektury prawie dwustu dokumentów odbiegają od dwóch stereotypowych ujęć, których zwolennicy od kilku lat toczą z sobą spory. Wedle pierwszego z nich, bezpieka była organizacją wszechmocną, bez trudu kontrolującą niemal wszystkie działania opozycyjne. Pozornie przykład Ruchu zdaje się to potwierdzać – wystarczyło wprowadzenie w jego struktury zaledwie jednego agenta, aby rozbić organizację skupiającą kilkadziesiąt osób działających m.in. w Warszawie, Łodzi i Lublinie. Równocześnie jednak dzieje inwigilacji Andrzeja Czumy, jednego z twórców Ruchu, a obecnie posła PO, wskazują, że bezpieka działała w dużym stopniu na oślep i trafiła na trop organizacji dopiero po kilku latach jej istnienia. Stało się tak, mimo że Czuma, od czasu gdy jako student napisał w liście do ojca, co sądzi o władzy ludowej, był przez lata obserwowany przez SB. Niewiele jednak z tej obserwacji wynikało, co można uznać za argument na rzecz równie fałszywej tezy, że SB była instytucją działającą fatalnie. Nawet doniesienie jednego z agentów, że Czuma „spotyka się z młodymi ludźmi w sprawach związanych z Kościołem”, nie skłoniło funkcjonariuszy bezpieki do zaostrzenia jego inwigilacji.
Dopiero kiedy Ruch zaczął kolportować pismo, wydawane za pomocą skradzionych z państwowych instytucji powielaczy, w SB zorientowano się, że chodzi o coś więcej niż kolejną młodzieżową grupkę malującą napisy na murach. Gdy zaś w czerwcu 1970 r. dowiedziano się z podsłuchu zainstalowanego w domu Czumy, że uczestnicy Ruchu planują zniszczenie jakiegoś budynku, rozpoczęły się aresztowania. Obiektem, który zamierzano spalić, o czym jednak bezpieka się dowiedziała po zatrzymaniu kilkudziesięciu osób, było muzeum Lenina w Poroninie. Ta ostatnia, niedoszła do skutku akcja w połączeniu z wcześniejszą nieudaną próbą przejęcia utargu jednego z łódzkich sklepów stały się przyczyną przypisywania Ruchowi w dokumentacji SB terrorystyczno–kryminalnego charakteru.
W rzeczywistości Ruch był organizacją opozycyjną o charakterze politycznym, a pojawiające się w jego działalności nawiązania do metod stosowanych przez podziemie niepodległościowe w pierwszych latach po wojnie stanowiły margines. Funkcjonariuszom SB nie przeszkodziło to jednak spekulować w kolejnych analizach, że Ruch mógł stać za słynnym napadem na bank przy ul. Jasnej w Warszawie (w rzeczywistości jeszcze wówczas nie istniał), a jego przywódcy rzekomo planowali m.in. zamachy na działaczy PZPR. Do czasu upadku Gomułki usilnie też starano się w śledztwie wyeksponować domniemane związki twórców Ruchu z prymasem Wyszyńskim, o czym zapomniano, gdy tylko znikło polityczne zapotrzebowanie. Dlatego wypada się zgodzić z Byszewskim, że „nie można pisać o historii tej organizacji, opierając się wyłącznie na materiałach SB”, pamiętając równocześnie, że bez nich nasza wiedza byłaby bez porównania skromniejsza. Przekona się o tym każdy, kto porówna szczegółowość informacji zawartych w omawianej publikacji z wcześniejszymi pracami dotyczącymi Ruchu.

Antoni Dudek
Ruch Czumy, Wprost 38/2008 (21 IX 2008)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *